Pod koniec zeszÅ‚ego roku kupiÅ‚am notatnik dla moli książkowych “100 books reading journal” z mocnym postanowieniem, że wypeÅ‚niÄ™ go w tym roku od a do z.
Niestety, już pierwsza książka okazała się DNFem (did not finish, czyli książka, której nie skończyło się czytać). Koło połowy miesiąca pojawił się kolejny niewypał, a za nim następny i następny. Książki z różnych nisz: fantastyka, klasyka, literatura współczesna. Koło marca już się bałam, że coś jest ze mną nie tak, ale trafiłam na kilka dobrych powieści, po których - o zgrozo! - nastąpiły kolejne DNFy.
Statystycznie jestem w połowie życia i nie przeczytam wszystkich książek, które na mnie czekają, więc moje życie, to sztuka wyboru. Jestem zwolenniczką teorii, według której księgozbiór domowy jest jak piwniczka na wino, do której w razie potrzeby można zejść po coś dobrego, chociaż ja bym porównała biblioteczkę do szuflady ze słodyczami.
Kilka lat temu pojawiły się idee pomagające nam porządkować chaos: decluttering, metoda konmari, minimalizm. Jakby się jednak nie ustawić, dupa zawsze z tyłu: ciężko być minimalistką, kiedy się cierpi na tsundoku (piękne japońskie słówko określające kompulsywne kupowanie książek, nie koniecznie by je od razu przeczytać). Od zawsze zbierałam, a raczej przygarniałam książki, jak bezdomne kocięta. Biblioteczka się powiększała, niekoniecznie jednak zyskiwała na wartości.
Przez lata sporo książek doszło mi ze współprac. Inne zaś kupiłam impulsywnie pod wpływem polecenia tej czy innej osoby. Był czas, kiedy pasjonowałam się reportażami, innym razem skupiałam się na literaturze pięknej współczesnej. Stale dochodziły książki z bookcrossingu, których stan nie pozwalał na wcielenie ich do księgozbioru biblioteki, w której pracuję.
Celowo unikam liczb, powiem jednak, że rozważałam likwidację szafy na rzecz kolejnego regału, a jedynym miejscem, gdzie nie ma w domu książek jest lodówka. A gdyby nagle nastąpiła apokalipsa i czterej jeźdźcy daliby nam popalić, to długo po końcu świata i tak miałabym jeszcze co czytać.
Jednym z moich obowiÄ…zków w pracy jest tak zwane ubytkowanie, czyli melioracja ksiÄ™gozbioru; jest to nic innego jak wycofywanie starych, zaczytanych i zniszczonych książek z ksiÄ™gozbioru. Co jakiÅ› czas nachodzi mnie coÅ› takiego w domu, bo wiadomo, co może robić bibliotekarka po godzinach. Z pasjÄ… usuwam książki, do których z jakichÅ› powodów nie siÄ™gnÄ™, a które z równie niewytÅ‚umaczalnych powodów znalazÅ‚y siÄ™ na moich regaÅ‚ach. Mamie zapakowaÅ‚am Twardocha i kilka reportaży, w darze do mojej filii daÅ‚am sobie SzymiczkowÄ… i Austera; z niektórymi pożegnaÅ‚am siÄ™ bez mrugniÄ™cia okiem i tak na przykÅ‚ad pozbyÅ‚am siÄ™ Iwaszkiewicza i Mrożka. Tego pierwszego nie lubiÄ™, drugiego przeczytaÅ‚am, ale nie zapaÅ‚aÅ‚am miÅ‚oÅ›ciÄ…. Co takÄ… rundkÄ™ porzÄ…dków pozbywam siÄ™ okoÅ‚o trzech pudeÅ‚ książek; nie czyniÄ… one spustoszenia na moich półkach i widok szczerbatych “zÄ™bów” mi nie grozi, ponieważ od razu puste miejsca zapeÅ‚niam książkami, które do tej pory staÅ‚y, gdzie popadnie.
Co czuje po takiej czystce? Spokój. Decyzyjność. Poczucie, że chociaż pozornie panuję nad tym chaosem, bo moje książki od przeprowadzki stroją w dziwnych konfiguracjach, a jako bibliotekarka widziałabym je w układzie wedle Uniwersalnej Klasyfikacji Dziesiętnej.
Przez lata oduczyÅ‚am siÄ™ kupować kompulsywnie wszystkiego, jak leci, bo ktoÅ› poleciÅ‚, bo widziaÅ‚am okÅ‚adkÄ™ na Instagramie, a tamto “wypada” przeczytać, ale nadal zalegajÄ… mi stare zapasy. Nie dziaÅ‚ajÄ… stosy tbr ani sÅ‚oiki, chociaż ostatnio udaÅ‚o mi siÄ™ wylosować Å›wietnÄ… powieść, którÄ… pochÅ‚onęłam w weekend. Może byÅ‚oby Å‚atwiej, gdybym skupiÅ‚a siÄ™ na jednym gatunku.
Czasem z łezką w oku przypominam sobie swoje nawyki czytelnicze sprzed bookmediów. Szłam do biblioteki i siedziałam tam tak długo, aż udało mi się wyciągnąć coś, co akurat mnie zainteresowało: Dramat Elżbietański, Kappy, Vilette, Kapitał, cokolwiek. Korzystałam również z półek bookcrossingowych, które wówczas nosiły nazwę: weź za darmo. Do teraz nie przeczytałam Wampira, którego wówczas zgarnęłam z takiej półeczki, ale dzięki niemu zaczęłam kolekcjonować serię z Kolibrem.
Przez DNFy z poczÄ…tku roku zmarnowaÅ‚am sporo czasu. Najgorzej, że to książki kupione niedawno, wÅ‚aÅ›nie pod wpÅ‚ywem hypu medialnego. Poskrobawszy pozÅ‚otÄ™ stwierdziÅ‚am, że nie ma w nich nic, w co warto inwestować czas, co skÅ‚oniÅ‚o mnie do zwrócenia siÄ™ w stronÄ™ wÅ‚asnych regałów ze starymi książkami. I wpadÅ‚am na pomysÅ‚ “czyszczenia” regałów; podczas ostatnich ubytków/porzÄ…dków naszÅ‚a mnie taka myÅ›l, żeby stworzyć idealnÄ… biblioteczkÄ™, a pozbyć siÄ™ rzeczy przypadkowych. By być dumnÄ… z mojej kolekcji. Książki, które mi podejdÄ…, zostanÄ… ze mnÄ… na zawsze, a te, które zawiodÄ… moje oczekiwania, pożegnam bez żalu. Szczerze mówiÄ…c dobry jeden regaÅ‚ uzbieraÅ‚by siÄ™ takich przypadkowych książek, których nie bÄ™dzie mi żal siÄ™ pozbyć. A może kiedyÅ› pokuszÄ™ siÄ™ o prywatne wyzwanie, by przeczytać wszystkie zgromadzone Kolibry...
Jak to się ma do przeczytania stu książek w rok? To element mojej nowo wypracowywanej sztuki rezygnacji. Z niepotrzebnych książek i ograniczeń, które chciałam sobie narzucić.
.jpg)














.jpg)



















